Prowadzimy reklamę Google wyłącznie dla gastronomii. Znamy sezonowość, godziny szczytu, różnicę między gościem na lunch a rezerwacją na kolację i budujemy konto tak, żeby to widać było w liczbach.
Sklep internetowy sprzedaje przez całą dobę na cały kraj. Restauracja sprzedaje w promieniu kilku kilometrów, w konkretnych godzinach, ograniczonej liczbie stolików. Kampania skopiowana z e-commerce zawsze przepali budżet: będzie licytować szeroko, o złych porach i do ludzi, którzy nigdy nie przyjadą.
Konto gastronomiczne wygląda inaczej. Harmonogram podbija stawki na 2–3 godziny przed serwisem, bo wtedy zapadają decyzje. Promień jest ciasny, a dzielnice, z których nikt nie dojeżdża, wykluczone. Konwersją nie jest wejście na stronę, tylko telefon, rezerwacja albo wyznaczona trasa.
Rozbijamy słowa kluczowe na trzy poziomy intencji, bo każdy wymaga innej stawki i innej reklamy:
W Krakowie duża część ruchu gastronomicznego mówi po angielsku. Prowadzenie ich w tej samej grupie reklam co Polaków to strata pieniędzy. Inne frazy, inne teksty, inne godziny. U klientów z Kazimierza i Starego Miasta zawsze budujemy osobne kampanie angielskojęzyczne, kierowane na obecność w lokalizacji, nie na zainteresowanie nią.
To nie są uśrednione „wyniki branżowe", tylko dane z paneli Google Ads trzech krakowskich lokali. Rozpisaliśmy je w case studies razem ze zrzutami ekranu.
Restauracje z obsługą kelnerską, steakhouse'y, sushi, kuchnie etniczne, bary koktajlowe, bistro, pizzerie z dowozem, lokale hotelowe i sieci 2–5 punktów. Najsłabiej wypada gastronomia bez własnej strony i bez zaktualizowanej wizytówki. Wtedy zaczynamy od tego, a nie od reklam.
Sprawdzamy konto, stronę i wizytówkę. Wpinamy GA4 i konwersje.
Struktura kampanii, słowa kluczowe, wykluczenia, teksty reklam, zasoby.
Kampanie ruszają, codzienne czyszczenie zapytań i stawek.
Wiemy, które frazy dają telefony, a które tylko ruch. Budżet idzie za wynikiem.
W większości przypadków naprawiamy. Historia konwersji jest cenna i szkoda ją tracić. Zwykle wystarczy przebudowa struktury, wykluczenia i poprawny pomiar. Powiemy to jasno w audycie, przed jakąkolwiek umową.
Zadziała słabiej. Jeśli strona nie ładuje się na telefonie w 3 sekundy i nie ma widocznego przycisku rezerwacji, płacisz za kliknięcia, które uciekają. Zanim uruchomimy budżet, mówimy, co trzeba poprawić. Czasem to jeden przycisk.
Zależy od budżetu, kuchni i lokalizacji, więc nie obiecujemy liczb przed audytem. Konkretny punkt odniesienia: przy budżecie ok. 900 PLN miesięcznie Indus Tandoor miał 1,22 tys. śledzonych działań klientów po 0,81 zł.
Tak. Skupiamy się na Krakowie, bo tu znamy rynek, konkurencję i stawki. Poza Krakowem bierzemy konta wyjątkowo, po rozmowie.
Dostaniesz konkretną listę: co przepala budżet, czego brakuje w pomiarze i ile realnie możesz z tego wyciągnąć.
Poproś o bezpłatny audyt →